Jak zwykle mój powrotny autobus ze szkoły o godzinie 13.15 czyli czasu obiadowego, gdzie każdy typowy Włoch zasiada za stół i je, był pusty. Już kolejny tydzień jestem tylko ja i kierowca. Kierowcy zazwyczaj są również zdziwieni, że mają pasażera i to na przystanku w Pianoneve. Gdy proszę o bilet pytają zawsze : "tylko "tam" czy "i z powrotem?". Ja przwrotnie odpowiadam : "Tylko "tam" chociaż w moim przypadku to jest "z powrotem". Bardziej inteligentni panowie obdarzają mnie uśmiechem, ci mniej, domagają się wyjaśnień :) płacę za bilet, siadam i jedziemy.
Tejże soboty mój kierowca po słowach:"Poproszę bilet do Trapani", bez pobierania pieniędzy, poganiając mnie powiedział : "Wsiadaj, siadaj, za chwilę, jedziemy". Odebrałam to jako oznakę troski, bo rzeczywiście przystanek jest zlokalizowany dość niefortunnie na zakręcie i w dość niebezpiecznym miejscu. Posłusznie usiadłam a kierowca zaczął radosne pogaduchy. "O, to często tu wsiadasz? w Pianoneve?"- pyta. Odpowiadam, że o tej godzinie kończę zajęcia w szkole muzycznej i w każdą sobotę jestem tutaj. Nagle zatrzymujemy się na środku drogi, kierowca otwiera drzwi i mówi, "Wybacz ale musimy się na chwilę zatrzymać. Mam tutaj upatrzone drzewo cytrynowe i musimy narwać trochę cytryn, najlepszych w tym rejonie. Pomożesz mi?" Nie musiał dwa razy powtarzać, w okamgnieniu znaleźliśmy się na zewnątrz i zrywaliśmy owoce, chichocząc i naginając gałęzie. Było to nie lada przeżycie. Przecież my w Polsce cytryny, pomarańcze, mandarynki widzimy tylko w skrzynkach, w sklepie. A tutaj one sobie po prostu rosną. A gdy się je zrywa jakże pachną! Skórka bez pestycydów ani wosku, wszystko takie soczyste i pachnące.
Po dokonanej akcji, kierowca podając mi rękę, przedstawił się: "Mi chiamo Giuseppe e tu?" (Nazywam się Józef, a Ty?) A potem zaczął opowiadać o akcjach tego rodzaju a także śmiesznych zdarzeniach autobusowych, które miały miejsce w jego karierze kierowcy przez 30 lat. Śmiejąc się, opowiadał w zasadzie o mentalności tych terenów i to wszystko w dialekcie! Na mój gust niektóre żarciki były nader prostackie i sprośne ale widać było, że Giuseppe po prostu taki jest, poza tym gdy mówił w dialekcie, nie wszystko rozumiałam. :)
Wreszcie w Trapani pożegnaliśmy się serdecznie "To co, do następnego razu?"
A! I oczywiście za bilet nie zapłaciłam :)
Zapachu zamieścić nie mogę ale zdjecie jak najbardziej! :) nawet dotykając je pachną! od razu przychodzi ochota na jakiś krem, ciasto, mus, budyń cokolwiek cytrynowego, mniam!


