14 lutego kojarzy się wszystkim głównie z walentynkami, oprócz tego 14 lutego to w kalendarzu juliańskim wigilia jednego z dwunastu wielkich świąt - Spotkania Pańskiego.
Od kiedy sięgam pamięcią do mojej świadomości religijnej - 14 lutego wieczorem gdy zakochane pary wychodziły "na miasto", ja mniej więcej w porze ich spotkań wychodziłam z cerkwi po skończonym nabożeństwie.
Moje życie duchowe na Sycylii nie należy do najłatwiejszych. W Trapani jest rumuńska cerkiew prawosławna ale ciężko mi się odnaleźć w ich realiach - na Liturgii jest rozgardiasz, ktoś wchodzi- wychodzi, ciągłe szemrania, jakoś ciężko się spokojnie pomodlić, poza tym bariera językowa również nie pomaga.
Najbliższa rosyjska cerkiew prawosławna, która używa cerkiewnosłowiańskiego w nabożeństwach i w sumie duchem jest bliska naszym słowiańskim klimatom, znajduje się w Palermo - w odległości mniej więcej 90km.
Najbliższa rosyjska cerkiew prawosławna, która używa cerkiewnosłowiańskiego w nabożeństwach i w sumie duchem jest bliska naszym słowiańskim klimatom, znajduje się w Palermo - w odległości mniej więcej 90km.
Uwierzcie, że jest to wielka wyprawa. Autobus jedzie mniej więcej 1h 40 min, potem trzeba dojść kolejne 15min - czyli mniej więcej na dojazd w jedną stronę schodzi 2h.
W cerkwi w Palermo śpiewam w chórze. Jest Pani Dyrygent, która nie zna nabożeństw innych niż liturgia, w Rosji nie chodziła do cerkwi. Na emigracji, to właśnie cerkiew jest takim ogniwem łączącym rosyjskojęzycznych ludzi. Ciągnie swój do swego. Dzięki cerkwi ludzie z biegiem czasu wzrastają duchowo, uczą się porządku nabożeństw i tworzą małą wspólnotę.
Ja, przyzwyczajona do aktywności w cerkwi od małego, jeszcze nie tak dawno przeżywałam wielki zawód, bo nie było tutaj nabożeństwa w wigilię święta Bożego Narodzenia.
Z drugiej strony, co się dziwić, skoro nawet parafianie przychodzą głównie na liturgię w niedzielę, niekiedy, w ramach możliwości i w wielkie święta (to dość trudne gdy ludzie pracują). Zaproponowałam proboszczowi, że odśpiewam całonocne czuwanie przed świętem Spotkania Pańskiego.
I tak się stało.
Przygotowałam nuty, czytania, niektóre rzeczy również po włosku. Uważam, że należy używać na równi cerkiewnosłowianskiego i języka urzędowego podczas nabożeństw, ba, mamy nawet sporą grupę parafian - włoskich konwertytów, zawsze o nich pamiętam gdy jestem w cerkwi i myślę, że przede wszystkim im się to należy, aby byli świadomą częścią moditwy, aby do nich docierało słowo w jak najbardziej bezpośredni sposób.
Ogłoszenie o dzisiejszym całonocnym czuwaniu poszło dość późno.
Na cerkwi byliśmy o. Sergiusz, lektor Adriano i ja z Katią. Katia jest moją pokrewną duszyczką w Trapani. Sama zaproponowała, że z chęcią odśpiewa ze mną co trzeba. :) do praktykujących nie należy, więc w ciągu tygodnia stanęła na rzęsach i dzięki systemowi zapisu "pałoczok" - kresek i farszluków nad tekstem (może kiedyś to głębiej wyjaśnię) ogarnęła potrzebne melodie. Poszło.
Nie wszystko wyszło perfekcyjnie ale wewnętrznie dla mnie była to przecudowna służba. Spokojna, tradycyjna, w duchu tradycji "londyńskiej", ze śpiewanym "swietilnem", to co się da śpiewane na głasy, z elementami dwujęzyczności.
Jestem uskrzydlona i przeszczęśliwa.
