poniedziałek, 20 kwietnia 2020

PASCHA 2020



Chrystus Zmartwychwstał! Chrystos Woskresie! Cristo e' risorto! Christ is risen!


Nadeszła! Doczekaliśmy. Każdy prawosławny chrześcijanin z niecierpliwością i pewnym dreszczykiem emocji oczekuje zejścia ognia w wielką sobotę w Jerozolimie. W tym roku doszły jeszcze inne rozterki : czy baciuszka poświęci święconkę i jak? Dzięki Bogu dostaliśmy ogień, poświęciliśmy pokarmy i doczekaliśmy Paschy.

W tym roku Wielkanoc jest dość szczególna z winy wirusa... Świat stanął - już na początku postu. Mi to jednak dość wielkiej różnicy nie robiło. Pierwszy tydzień wielkiego postu spędziłam w Klinice Okulistycznej w Lublinie, nabożeństwa przeszły mi obok nosa...

Wyczekiwany Wielki tydzień niestety wykluczał legalne fizyczne uczestnictwo na nabożeństwach. Powód - restrykcje państwowe do spraw zgromadzeń. Te internetowe transmisje niby mały pomagać wsparciu duszy ale komuś jak ja, przeniesienie raptem skupienia, świadomości w zacisze mojego pokoju nie do końca dało pożądany efekt. No i tyle tych transmisji się porobiło, do wyboru, do koloru, wzdłuż i wszerz, człowiek zgłupiał gdzie chciałby patrzeć, słuchać.

Im robię się starsza, tym bardziej jestem przywiązana do domowej parafii. Domowej w znaczeniu tej, która znajduje się w moim obecnym miejscu zamieszkania. Tak więc z radością zaczęłam paschalną jutrznię w cerkwi w Palermo. Nastawiłam sobie również moją ulubioną warszawską cerkiew na Lelechowskiej. Ulubioną, bo tam nabożeństwa w całości są po polsku - w języku, w którym najbardziej dosadnie słowo dochodzi do świadomości. Serce i sentyment leciało do mojego Londynu, gdzie tradycja muzyczna mnie narodziła na nowo, także i ta zakładka czekała na swoją kolej. Dzięki różnicy czasowej nie wszystko musiałam obskoczyć na raz. 
W międzyczasie posypały się internetowe pozdrowienia na telefon od innych świętujących, dziwne to uczucie : takie technologiczne przeżywanie nabożeństwa, śpiewania razem z komputerem, chociaż w pewnym momencie kiedy pomieszało mi się przęłączanie w zakładkach (Lele się dość spóźniała w tym roku) i dwa nabożeństwa nałożyły się na siebie poczułam miły harmider i taki paschalny klimat, kiedy to dwa chóry śpiewają prawie w tym samym czasie, lud boży odkrzykuje radośnie "Woistinu woskresie" na zawołania księdza z ambony i tak sobie pomyślałam - no chociaż troszeczkę udało się uzyskać namiastkę tego, co było zawsze. To dość ciężkie obserwować puste świątynie, nie móc soborowo - wraz z innymi członkami wspólnoty celebrować, podzielić się paschalną radością.

Dziś w Paschalny Poniedziałek limity wiernych troszkę się zmieniły. Dziś byłam na liturgii i nawet nie śpiewając na chórze (jestem w małej miejscowości gdzie mieszka mój tato), śpiewałam pod nosem i parę razy popłynęły mi łzy wzruszenia, wdzięczności i radości, że mogę tu być i się pomodlić.
Z wielką tęsknotą do mojego włoskiego domu nagrałam Troparion Paschy po włosku.


A miłośnikom muzyki cerkiewnej, polecam poniżej link do video z mojego dyplomu z dyrygentury.


Stąd można ściągnąć sobie samo audio - pojedyncze utwory :





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz